Warto! Naszą opiekunkę znaleźliśmy bardzo szybko i bardzo łatwo, po sąsiedzku. Pani Ela ma podejście do dzieci i mała nie boi się jej, nawet ku mojemu zaskoczeniu idzie z nią za rączkę i pozwoli wziąć się na ręce. W końcu, nadszedł też ten czas, kiedy razem z mężem możemy wyjść z domu, wiedząc że dziecko zostaje pod dobrą opieką. Jak to się stało? Poszłam po jajka, zyskałam opiekunkę dla dziecka. Jak już kilka razy wspominałam nie mieszkamy tutaj zbyt długo i nie znamy jeszcze nikogo zbyt dobrze, a już na pewno nie na tyle by powierzyć mu opiekę nad dzieckiem. Ale, przełamanie lodów przyszło wraz z pierwszym samodzielnym pobytem Lilki w żłobku, bałam się że coś jej się stanie, że będą z nią problemy, będzie niegrzeczna, będzie płakać, ale okazało się że wszystko poszło gładko, pierwsze koty za płoty. Jak w żłobku dała radę, to z Panią sąsiadką, którą widuje dość często na pewno też jakoś by wytrzymała, pomyślałam. Rozmawiając kiedyś z Panią Elą, zaproponowała mi, sama od siebie, że może przyjść do Lilki na kilka godzin w ciągu dnia, jak będę musiała coś załatwić, skoczyć na zakupy itp. Bałam się oddać ją pod opiekę, osobie której prawie nie znam, wcale nie chodziło o zaufanie, choć pewnie trochę też, ale głównie moje obawy dotyczyły zachowania małej. Wiem jakie jest moje dziecko i na co ją stać, czasem zwyczajnie ja nie wiem jak sobie z nią poradzić, a co dopiero obca osoba.

Historia z opiekunką, była podyktowana nam przez los. Popsuło nam się auto, musieliśmy oddać go do mechanika, zawiozłam go do Krakowa i musiałam wrócić z małą autobusem, niezapomniana podróż… Stałam z dzieckiem na ręku i z siatką owoców i warzyw na obiad, początkowo nikt nie chciał ustąpić mi miejsca, nie wspominając o tym, że miejsce za kierowcą, jest dla matki z dzieckiem… w końcu ustąpiła mi starsza pani, która siedziała na „naszym” miejscu za kierowcą, ale oczywiście musiała powiedzieć mi kilka zdań, choć nie wiem czemu byłam winna, musiałam trochę od niej wysłuchać. W mojej obronie stanęła inna kobieta, zrobiło się zamieszanie. Lilka się rozpłakała bo się przestraszyła, nie wiedziała co się dzieje, nowe miejsce, dużo ludzi, jakaś afera, podniesione głosy. W końcu usiadłyśmy, mała się uspokoiła i zasnęła. Później musiałyśmy pokonać jeszcze niemały kawałek drogi z przystanku do domu, z 13kg na jednej ręce i blisko 4kg w drugiej, przyszłam do domu, usiadłam i powiedziałam sobie, że choćby nie wiem co, jak wieczorem pojadę po auto (znów autobusem oczywiście) mała zostaje w domu i koniec kropka. Poszłam do sąsiadki i poprosiłam by przyszła o wyznaczonej godzinie. Jak przyszła Lilka spała, zrobiłam sąsiadce kawę i wyszłam na autobus. Myśl „jak to będzie” nie opuszczała mnie ani na sekundę.

Oczywiście z przypuszczalnych 2 godzin zrobiły się 3… W głowie miałam ciągle myśli, jak tam Lilka, czy jest grzeczna, czy Pani Ela jakoś sobie z nią radzi, przez ogóle zamieszanie zapomniałam zostawić numer telefonu. Nie wiedziałam więc kompletnie nic co dzieje się w domu, martwiłam się.

Ale co się okazało? Jak wróciliśmy od mechanika, Lilka nie chciała puścić sąsiadki 🙂 szczęście, uff jak to dobrze, że wszystko się ułożyło. Od razu zapowiedzieliśmy, żeby przyszła w sobotę bo chcielibyśmy iść do kina, oczywiście przyszła a my mieliśmy wieczór dla siebie 🙂 Byliśmy w kinie na filmie „Iluzja 2” fajny film, ale jego recenzję napiszę innym razem.

Sami widzicie, jak to wszystko się dzieje, gdyby nie ta sytuacja z autem i podróż autobusem, pewnie nie skorzystalibyśmy z pomocy sąsiadki, dalej bałabym się oddać dziecko pod opiekę innej osobie, ale teraz wiem, że czasem trzeba komuś zaufać, odważnie podejść do tematu i odgonić czarne myśli. Wszystko się ułożyło, to była dobra decyzja. Wczoraj jak wróciliśmy z kina, mała siedziała z Panią Elą i rysowała kredkami, dziecko było najedzone i przewinięte. Taka opiekunka to wspaniała osoba.

Zdjęcie: www.stocksnap.io