Choć mogłoby się wydawać, że prowadzenie bloga to taki mały pikuś, w rzeczywistości to naprawdę ciężka praca. Opublikowanie wpisu ciągnie za sobą szereg czynności z którymi bloger musi zmagać się praktycznie każdego dnia.To jest jak uzależnienie. Jak palacze ciągle mają w głowie chęć sięgnięcia po papierosa, alkoholicy szukają pretekstu do napicia się a narkomanii wszystko przeliczają na działkę, tak bloger ciągle myśli o swoim blogu i wszystko wokół niego się kręci. Weekend czy wakacje, nieważne wciąż ma w głowie bloga. Dlaczego tak się dzieje? Prowadzenie bloga staje się naszym życiem. Cokolwiek by się nie robiło, myśli się o tym, czy akurat to nie nadawałoby się na wpis.

Skąd czerpać inspiracje? Do napisania postu, nadaje się chyba każdy temat, tylko trzeba odpowiednio go przepracować. Inspiracje można czerpać z codziennych czynności, gotowanie, sprzątanie, zakupy, jazda samochodem. Nawet gdzieś przypadkowo usłyszany jakiś wątek może być inspiracją do wpisu.

Podróż, natchnienie kulinarne, nowo nabyta rzecz albo jakaś sensacja na mieście to już istny raj. Czasem z jakiegoś dużego tematu można zrobić kilka mniejszych i zyskać wpisy na kilka kolejnych dni, to jest dopiero wspaniała rzecz!

Blogowanie to ciężka praca umysłowa, jak ma się natchnienie to jeszcze jakoś idzie, gorzej gdy nadejdą dni totalnej pustki w głowie, nawet najbanalniejsza sprawa kosztuje dużo wysiłku, słowa się nie kleją, zdania wydają się bezsensowne a temat nie przekonuje. Czasem częściej lub rzadziej też pojawiają się takie dni, a nawet tygodnie, kiedy bloger nie potrafi napisać dobrego posta. Może warto czasem zrobić sobie krótką, przerwę, dać odpocząć głowie i po kilku dniach wrócić ze świeżym umysłem. Ale czy w te dni, rzeczywiście jesteśmy wolni? Nie. Jak już wcześniej wspominałam, to jest część naszego życia, nawet jak nagle nie pojawiają się nowe wpisy, nie znaczy to że bloger odpoczywa, wręcz przeciwnie pracuje on wtedy ciężej niż zwykle, szuka inspiracji, układa posty w głowie, ciągle myśli, analizuje, obserwuje otaczającą go rzeczywistość, próbuje coś dostrzec. Próbuje znaleźć dobry temat.

Jak się przełamać? Trzeba ciągle pisać mimo wszystko, sama wiem z autopsji, że im rzadziej się pisze tym ciężej wrócić do tej czynności. Miałam w swojej karierze kilkutygodniowy przestój i szczerze powiem, że wtedy już straciłam ochotę na prowadzenie bloga, chciałam to zakończyć, ale pomyślałam o Was, o moich czytelnikach i powiedziałam sobie „nie, nie mogę ich zawieść, może ktoś czeka na mój nowy wpis?” Statystyki pokazywały w ten czas, że mimo długiej nieobecności wierni czytelnicy zaglądali na bloga. Stwierdziłam, że skoro tak się dzieje, to ktoś czeka na mnie, zaczęłam pisać na nowo. Teraz mam dobry czas, udaje mi się pisać codziennie, jest super ale nie wiem jak długo to potrwa, natchnienie może skończyć się każdego dnia, ale choćby nie wiem co, obiecuję że zawsze wrócę, prędzej czy później.

Czasem inspiracją jest przeglądanie i czytanie innych, podobnych tematycznie blogów, może akurat ktoś napisał o tym o czym Ty też chcesz napisać.

Lecz szukanie tamatów to jedna rzecz, drugą sprawą są zdjęcia, choć spotkałam się też z blogami, które nie mają zdjęć lub mają ich bardzo mało. Według mnie blogi ze zdjęciami są ciekawsze, bardziej kolorowe i zachęcające. Przygotowanie zdjęcie do wpisu to druga ciężka praca, jaką musi wykonać bloger. Czasochłonne stawianie kompozycji, gimnastykowanie się by odpowiednio uchwycić w obiektyw to co chcemy pokazać czytelnikowi. W ogóle powinnam chyba zacząć od obmyślenia, jak zdjęcie ma wyglądać, bloger układa w głowie obrazki z rzeczy które ma dostępne, próbuje stworzyć kompozycję, późnej ją układa. Nie zawsze wychodzi tak jak chcielibyśmy, spędzamy długie godziny by ułożyć wszystko tak jak chcemy, czasem złośliwość rzeczy martwych na to nie pozwala, czasem pogoda jest nieodpowiednia, trzeba szukać dobrego światła, czasem trzeba wszystko odłożyć na kolejny dzień bo już nam brakuje pomysłów i siły. W końcu udaje nam się osiągnąć zamierzony efekt i zdjęcie nadaje się do publikacji, ale zanim to zrobimy trzeba go jeszcze odpowiednio obrobić, zmienić rozmiar, czasem wyostrzyć, nasycić kolorem, skadrować, coś przyciąć, wyciąć, to kolejne godziny spędzone przed komputerem. To też jest niełatwa praca, wiadomo że komputer to tylko maszyna, nie zawsze robi tak jak chcemy, trzeba poprawiać, usuwać czasem nawet wszystko zmieniać i robić od początku.

Wreszcie gdy już mamy gotowy tekst i zdjęcia, układamy wszystko w sensowną całość, miłą dla oka czytelnika, tekst musi mieć przerwy by nie zmęczyć oczu, przerywniki w formie zdjęć lub akapitów. Robimy wszystko by wpis czytało się dobrze. Niekiedy przed opublikowaniem musimy poprosić kogoś by wszystko przejrzał. Zdarza się bardzo często że bloger pisząc wpis robi tzw. literówki, nic innego jak powielenie jakiegoś słowa, „zjedzenie” literki lub po prostu jakaś ich zmieniona kolejność, osoba pisząca wpis ma w głowie to co napisała, oko często nie widzi naszych błędów bo ma tekst podyktowany przez mózg. Inna osoba bez problemu potrafi dostrzec te błędy i wskazać je blogerowi, wtedy poprawiamy i możemy spokojnie opublikować wpis, wiedząc że jest on wprost idealny.