Od kilku dni, wciąż mam to słowo w głowie. A zaczęło się od spędzenia dwóch dni u babci na wsi. My też mieszkamy na wsi, ale wieś wsi nie równa. Teraz żyjemy inaczej niż kiedyś. Nawet na wsi udziela nam się codzienny pęd, nie ma na nic czasu. U nas dzień wygląda tak: Rano wstajemy szybko jemy śniadanie, czasem nawet go nie jemy, mąż jedzie do pracy, a ja zawożę małą do żłobka, później szybko załatwiam bieżące sprawy, robię zakupy, wracam do domu, szybko robię porządki, jadę po małą, usypiam ją w domu, gdy śpi ja gotuję obiad lub robię przelewy albo załatwiam jakieś sprawy przez telefon, gdy mała wstanie je deser, następnie idziemy na podwórko i bawimy się tam tak długo aż wróci mąż z pracy, jemy wspólnie obiad, później mamy chwilę dla siebie, żeby pobawić się z dzieckiem i porozmawiać jak minął dzień, idziemy kąpać Lilke, usypiam ją i często zdaża się tak że pracujemy, ja przygotowuję wpisy na bloga lub robię listę zakupów, prowadzę budżet domowy itp, mąż kończy jakieś zlecenia. Idziemy spać. I tak codziennie, weekendy czasem są luźniejsze, ale też nie zawsze. Wszystko robi się szybko, nie ma czasu na sielskie życie, na chodzienie boso po trawie, na spacery po łące, na piknik rodzinny. Dlaczego? Po prostu takie czasy.

Dlatego po tym króciutkim urlopie u babci, też zapragnęłam tak żyć ze swoją rodziną, jak oni, spokojnie. Lilka do 21.30 biegała po podworku, większość czasu na boso, dopiero wieczorem pozwoliła założyć sobie buciki, gdy już zrobiło się chłodniej, wstawała po 5 piła mleko i już chciała iść na dwór, przed 6 robiłyśmy już obchód. Na śniadanie jadłyśmy bułki z sałatą i pomidorami dopiero co zerwanymi w ogrodzie. Na obiad jadłyśmy jajko od kury, które dopiero co zabrałyśmy z gniazda, do tego młode ziemniaki z ogródka i mizeria z ogórków też z ogródka. Lilka chodziła bez pampersa, gdy się zbrudziła prałyśmy od razu te rzeczy w misce 🙂 wieszałyśmy i przyczepiałyśmy drewnianymi klamerkami. Usypiałam ją na huśtawce na dworze i tam też ja zostawiłam na cały czas spania, zawsze ktoś był na dworze i mógł na nią zerknąć. Nie musiałam martwić się że coś jej się stanie, kąpiel brałyśmy razem ale najpierw w dużym garze musiałyśmy zgrzać wodę. Piszę wszystko w liczbie mnogiej, bo Lilka czynnie uczestniczyła we wszystkich tych czynnościach.

Oczywiscie takie życie w dzisiejszych czasach byłoby trochę uciązliwe, gdy przed każdą kapielą, zmywaniem musiałabym grzać wodę, albo trzeba by było prać ręcznie, albo w starej pralce typu Frania, ale można wyluzować, zacząć spędzać czas na świeżym powietrzu, zrobić piknik, wyjść na podwórko zaraz po obudzeniu, żeby boso pochodzić po rosie, zjeść śniadanie na balkonie. Nikt nam tego nie zabrania, to dlaczego tak nie robimy? Bo nam się nie chce zmieniać rutyny.

Chcę to zmienić, szkoda że lato już się kończy, bo to właśnie latem można najwięcej czasu spędzić na łonie natury. W weekend zjedliśmy śniadanie na balkonie, smakowało jakby trochę lepiej 🙂

Mam w planie, żeby urządzić sobie sielsko dom, niewiem ile będzie to nas kosztować, ale myślę że dobre kontakty z babcią załatwią dużo i odstapi nam kilka rzeczy 🙂 takie są najcenniejsze, mimo że już może w nie najlepszym stanie, a może miska obita, a może kubek uszczerbiony, albo deska zniszczona, to nic. To przedmioty z duszą.

Pod koniec miesiąca, znów jedziemy na kilka dni do mojej rodzinnej wioski, mam nadzieję że wróce z jakimiś skarbami 🙂